„Jeszcze nie jestem gotowa”. Ile naprawdę potrzebujemy czasu, żeby coś zmienić?

Skąd wiadomo, że nadszedł moment, w którym powinno się być gotowym? Kiedy człowiek powinien wiedzieć, czego chce? I kto właściwie ustala granicę między potrzebą czasu a odkładaniem?

„Jeszcze nie jestem gotowy(a)” brzmi jak zdanie o przyszłości. Jakby gdzieś dalej czekał moment, w którym pojawi się pewność, a wraz z nią gotowość do działania.

Tyle że „jeszcze” nie musi oznaczać zwlekania. Może oznaczać, że coś już się zmieniło, choć nie wiadomo jeszcze, co z tej zmiany wynika.

Dotychczasowa praca przestaje odpowiadać. Kolejny awans nie daje satysfakcji. Życie zbudowane według własnego planu zaczyna coraz mniej przypominać to, którego naprawdę się chce. Nie pojawia się jednak gotowy pomysł na to, co dalej.

I właśnie ten moment kultura rozwoju ma trudność zaakceptować.

Żyjemy w kulturze, która wysoko ceni ludzi, którzy wiedzą.

Wiedzą, czego chcą. Znają swoje mocne strony. Potrafią mówić o potrzebach i wartościach. Mają cele, plan rozwoju i pomysł na siebie. Jeśli czegoś nie chcą, powinni umieć powiedzieć, czego chcą zamiast tego.

Zmiana również ma swój scenariusz: rozpoznać potrzebę, określić cel, zaplanować kolejne kroki, działać.

To działa, kiedy kierunek jest już znany. Trudniej opisać moment, w którym człowiek dopiero odkrywa, że poprzedni przestał być jego.

Kolejny awans nie cieszy. Praca, którą świadomie wybrano, zaczyna ciążyć. Ambicje, które przez lata wydawały się własne, coraz bardziej przypominają oczekiwania otoczenia.

Wtedy łatwo uznać, że trzeba szybko znaleźć odpowiedź.

Nie każda niepewność jest jednak przeszkodą w zmianie. Może być pierwszym sygnałem, że dotychczasowy sposób życia przestał pasować.

Carl R. Rogers, amerykański psycholog i jeden z przedstawicieli psychologii humanistycznej, zwracał uwagę na zgodność między tym, jak człowiek postrzega siebie, a tym, czego rzeczywiście doświadcza. Kiedy te dwa obrazy zaczynają się rozchodzić, pojawia się wewnętrzne napięcie.

Można przez lata myśleć o sobie: jestem ambitny(a), lubię wyzwania, dobrze radzę sobie pod presją, potrzebuję stabilności, chcę rozwijać karierę.

Dopóki życie potwierdza ten obraz, nie ma powodu, żeby go kwestionować.

Napięcie pojawia się wtedy, kiedy przestaje pasować.

Osoba, która uważała się za ambitną, zaczyna nie chcieć kolejnego stanowiska. Ktoś, kto ceni niezależność, odkrywa, że nie chce już wszystkiego robić samodzielnie. Ktoś, kto przez lata stawiał na stabilizację, zaczyna widzieć jej cenę.

Dotychczasowy sposób myślenia o sobie przestaje tłumaczyć własne doświadczenie.

Nie musi jeszcze pojawić się nowa odpowiedź. Pojawia się za to pęknięcie w tym, co dotąd było oczywiste.

Można nadal wykonywać tę samą pracę, choć coraz mniej się z nią utożsamiać. Realizować kolejne cele, choć nie dają już satysfakcji. Funkcjonować według znanego schematu i coraz częściej zastanawiać się, czy nadal jest on własnym wyborem.

W takim momencie łatwo pomyśleć, że potrzebna jest decyzja.

Jeśli nie wiadomo, co właściwie przestało odpowiadać, decyzja może być tylko próbą szybkiego zamknięcia niewygodnej sytuacji.

Czy chodzi o konkretną pracę, czy o sposób jej wykonywania? Czy niechęć do awansu wynika z braku ambicji, czy z ceny, którą trzeba za niego zapłacić? Czy potrzeba stabilizacji jest rzeczywiście własną potrzebą, czy raczej dobrze znanym sposobem unikania ryzyka?

Własną sytuację trudno oglądać z dystansu. W grę wchodzą wcześniejsze wybory, przyzwyczajenia i oczekiwania innych.

Rozmowa z kimś spoza codziennego układu może wtedy pozwolić zobaczyć, czy pytanie rzeczywiście dotyczy tego, co na początku wydawało się oczywiste.

Pytanie o zmianę pracy nie zawsze dotyczy pracy. Może dotyczyć roli, w której człowiek funkcjonuje od lat, albo potrzeb, które zmieniły się, choć dotychczasowe życie pozostało takie samo.

Najłatwiej zauważyć zmianę, kiedy ma już konkretną postać.

Nowa praca. Nowa rola. Inny sposób życia. Konkretna decyzja.

Wcześniej może nie wydarzyć się nic, co wyglądałoby jak przełom. Zmienia się za to sposób patrzenia na własne życie. To, co dawało satysfakcję, przestaje ją dawać. To, co było oczywiste, zaczyna budzić pytania. Własne granice stają się wyraźniejsze.

Nie ma jeszcze nowego planu. Jest za to coraz mniej zgody na stary.

I to już jest zmiana.

Nie ma jednej miary gotowości. Sam upływ czasu również niewiele mówi.

Liczy się to, co dzieje się w tym czasie.

Czy sytuacja staje się bardziej zrozumiała? Czy pojawiają się pytania, których wcześniej nie było? Czy zmienia się sposób patrzenia na własne życie, czy tylko przybywa powodów, żeby niczego nie ruszać?

Dlatego „jeszcze nie jestem gotowy(a)” nie jest automatycznie ani powodem do czekania, ani sygnałem do natychmiastowego działania.

Może być nazwą momentu, w którym zmiana już się rozpoczęła, ale nie ma jeszcze swojej formy.

W kulturze, która premiuje szybkość, pewność i sprawczość, trudno znaleźć dla takiego momentu odpowiednie słowa. Nie ma w nim spektakularnego ruchu ani gotowej historii o rozwoju.

Jest za to różnica między życiem, które nadal wygląda podobnie, a człowiekiem, który już nie patrzy na nie tak samo.

I dlatego pytanie nie musi brzmieć:

„Kiedy w końcu będę gotowa?”

Może brzmieć:

„Co właściwie sprawia, że mówię: jeszcze?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *