Przez lata wydawało mi się, że tak. Dziś nie jestem już tego taka pewna.
Kiedy komuś jest źle, dość szybko można zobaczyć, kto zostaje. Kto zadzwoni, przyjdzie, pomoże, wysłucha. Trudniejsze pytanie pojawia się wtedy, kiedy jednej osobie zaczyna się dobrze układać.
Kiedy dostaje awans. Zakłada firmę. Spełnia ważne dla siebie marzenie. Zaczyna zarabiać więcej. Po prostu jest z siebie zadowolona.
Wtedy nie trzeba już pomagać ani ratować. Trzeba umieć być obok czyjegoś szczęścia.
To, o czym piszę dalej, jest moim osobistym doświadczeniem i punktem widzenia. Nie uniwersalną zasadą dotyczącą przyjaźni.
Zaczęłam się nad tym zastanawiać po jednej rozmowie z bliską osobą, którą znam kilka lat. Opowiedziałam o czymś, na co długo czekałam. Byłam naprawdę szczęśliwa.
Usłyszałam jednak kilka krytycznych uwag.
I wtedy zobaczyłam coś, czego wcześniej nie chciałam widzieć.
Nie chodziło o tę jedną rozmowę. Podobnych sytuacji było więcej.
Kiedy zaczynasz uważać na to, czym się dzielisz
Czasem był to żart. Czasem komentarz wypowiedziany niby z troską. Czasem pytanie, po którym zostawało we mnie napięcie.
Przez długi czas tłumaczyłam to sobie:
„Tak ma”.
„Taki charakter”.
„Tak żartuje”.
Łatwiej było znaleźć wyjaśnienie dla czyjegoś zachowania niż przyznać, że ta relacja zaczyna mnie kosztować.
Dopiero kiedy zaczęłam zwracać uwagę na to, jak czuję się po naszych rozmowach, coś się zmieniło.
Wracałam zmęczona. Coraz ostrożniej opowiadałam o tym, co robię. Zanim podzieliłam się czymś dobrym, zaczynałam się zastanawiać, jak to zostanie odebrane.
To był dla mnie ważniejszy sygnał niż pojedyncze zdanie.
Bo czasem nie musimy wiedzieć, co ktoś miał na myśli. Warto najpierw zauważyć, co regularnie dzieje się z nami w kontakcie z tą osobą.
Sukces zmienia układ odniesienia
Przyjaźnie mają swoją historię. Przez lata przyzwyczajamy się do określonych ról, wspólnych tematów i podobnych doświadczeń.
A potem coś się zmienia.
Jedna osoba dostaje awans. Druga nadal jest w tym samym miejscu. Jedna zakłada firmę. Druga wciąż się nad tym zastanawia. Jedna podejmuje decyzję, której wcześniej bardzo się bała.
Nie musi wydarzyć się nic złego.
Pojawia się po prostu różnica.
Psychologia od dawna opisuje mechanizm porównań społecznych. Leon Festinger w 1954 roku zwracał uwagę, że ludzie porównują siebie z innymi, próbując lepiej zrozumieć własną sytuację. Późniejsze badania pokazały, że takie porównania mogą mieć szczególne znaczenie wtedy, gdy dotyczą osób, które są nam bliskie.
Dlatego sukces bliskiej osoby może uruchomić więcej emocji niż sukces kogoś zupełnie obcego.
Jej sukces staje się wtedy nie tylko informacją o niej.
Może stać się również punktem odniesienia dla nas.
„Ona to zrobiła. A ja?”
To nie musi oznaczać niczego złego. Porównanie może inspirować. Może też jednak wywołać zazdrość albo poczucie własnego niedosytu.
Sama emocja nie przesądza jeszcze o zachowaniu. Znacznie więcej mówi to, co dzieje się później.
Po co deklaracje?
Nie wiem, co dokładnie dzieje się po drugiej stronie. Mogę natomiast obserwować zachowanie.
Czy cudzy sukces jest przyjmowany z zainteresowaniem, czy szybko pojawia się komentarz, który odbiera mu znaczenie?
Czy można swobodnie opowiedzieć o czymś dobrym?
Czy po spotkaniu zostaje radość, czy raczej potrzeba tłumaczenia się i pomniejszania tego, co ważne?
Właśnie takie sytuacje zaczęły mówić mi o relacji więcej niż deklaracje o przyjaźni.
Kiedy jedna osoba zaczyna żyć inaczej
Ta historia nauczyła mnie czegoś, czego wcześniej nie brałam pod uwagę: że o jakości relacji może mówić również to, ile miejsca jest w niej na zmianę.
Ludzie nie stoją w miejscu. Zmieniamy pracę, podejmujemy decyzje, uczymy się nowych rzeczy, zarabiamy więcej albo mniej, próbujemy czegoś, czego wcześniej się baliśmy. Czasem nasze życie zaczyna wyglądać zupełnie inaczej niż kilka lat wcześniej.
Przyjaźń też musi się wtedy jakoś odnaleźć w tej nowej sytuacji.
I to jest dla mnie najciekawsze – czy relacja potrafi pomieścić fakt, że jedna z osób się zmienia, rozwija i zaczyna żyć trochę inaczej niż wcześniej.
Bo bliskość nie polega na tym, że przez lata pozostajemy tacy sami.
Tylko na tym, że kiedy coś się w nas zmienia, druga osoba nadal potrafi nas zobaczyć – nie tylko przez pryzmat tego, kim byliśmy wcześniej.
A może warto spojrzeć na przyjaźń z innej strony?
Nie zawsze łatwo nazwać własną reakcję na cudze szczęście. Może pojawić się radość, inspiracja, ale też porównanie z własnym życiem czy zwyczajne ukłucie zazdrości. Sama emocja nie musi jeszcze niczego przesądzać. Ważniejsze może być to, co robimy z tym, co się w nas pojawia.
I dlatego historia, od której zaczęłam, zmieniła trochę moje spojrzenie na przyjaźń.
Nie tylko pytanie: kto jest obok, kiedy jest trudno?
Ale również:
Co dzieje się, kiedy komuś, kogo lubię, zaczyna się naprawdę dobrze układać?
